Kategorie: Wszystkie | Przepisy
RSS
sobota, 04 maja 2013
A to nasza nowa fura :)

giant przyczepka rowerowa

 

Na jednego konia

Czy jak kto woli barana :)

Jeździ się z nią naprawdę dobrze. Przynajmniej po mieście. Chociaż predkości rozwijać nie polecam, zwłaszcza jak dzieciom zęby już urosły :) Trochę nimi trzęsie.

Już prawie połowa

dyżuru za mną.

Nie będę pisać jaki jest- żeby nie zapeszać....

Nienawidze...

...być zamknięta

... w 4 ścianach (no może w większej ilości)

...przez 24h...

piątek, 03 maja 2013
Kolejny dzień długiego weekendu

zakończony.

Jutro dyżur

Więc już w zasadzie po weekendzie...

Wieczorna lampa wina i spać.

Nie wiadomo co mnie jutro czeka.

czwartek, 02 maja 2013
No to zaczynam

od tego, że się sobie nie podobam

Więc

zmieniłam fryzure

wyregulowałam brwi

  1. zrezygnowałam z białej mąki :)
  2. codziennie minimum 30 minut ruchu
  3. codziennie 1h z książką
  4. codziennie jeden pacjent do publikacji :) to w ciągu miesiąca będę miała to zrobione :)

to narazie tyle

- wczoraj punkt 2 zaliczony

- dziś zobaczymy, na punkt 2 jestem już umówiona :)

Po długim czasie

trzeba się wziąć w garść i zacząć normalnie funkcjonować, a nie myśleć co by było gdyby było...

bo oszaleć można

Może to prawda co mówi moja mama, że zaczynamy ogarniać rzeczywistość jak nasze dziecko kończy 1 rok życia.

Moje skończyło paręnaście dni temu.

Cały czas miałam pretensje do samej siebie, że nie umiem zapanować nad dziećmi, domem, pracą. I jakoś nie potrafiłam się z tym pogodzić.

Więc ujmę sprawę w inny sposób- mam nadzieję, że to prawda co mówi moja mama...

czwartek, 30 sierpnia 2012
Wrócić na śląsk??

Takie mam rozważania kiedy moje zmęczenie sięga zenitu...do mamusi...

poniedziałek, 27 sierpnia 2012
Na macierzyńskim można oszaleć

Można zwariować od tej monotonii. Codziennie to samo, mniej więcej o tych samych godzinach :) Odlot. Jeszcze mi wmawiają, że powinnam to lubic :) Bo jak nie to co?? Zła matka ze mnie?? Jasne...

środa, 22 sierpnia 2012
Piski i krzyki

nadal tłuką się po mojej glowe, odbijają sie jak piłeczki do ping-ponga. Córcia dzis nie jadła, prawie nie spała, ale za to piszczała i krzyczała...

Poszłam w koncu na spacer, dla własnej przyjemności zajrzałam do galerii i znalazłam w zarze t-shirty dla syna za 9zł. Chyba tam jutro wróce bo przez marudzenie małej znalazłam tylko jeden w jego rozmiarze.

 I co tu teraz robic?? Najchetniej nic...

No i oczywiście problem

Mamy problem ze zgraniem rodziny na chrzciny- nie ma jak zrobić je wtedy kiedy są planowo chrzty w kościele...i nie zrobią w inna niedziel, bo maja zasady. Matko dobrze, że mnie tam nie było bo bym chyba nie wytrzymała!! Jeszcze może coś u proboszcza wyprosimy- przecież to tylko 15min... Tyle razy zostawalismy z mężem dłużej w pracy bo po 15 zjawiała się rodzina i chciała porozmawiać...Nikt nam za to nigdy nie zapłacił... A tu 15 min. nie poświęcą po Mszy, bo co ?? Dzieci im płaczą?!!

Zeby nie było- jestem praktykująca, zakładałam szkołe Nowej Ewangelizcji, prowadziłam rekolekcje, przygotowywałam do bierzmowania, TJ był 12 lat ministrantem...i 15 min. (płatnych pewnie ze 150 zł) im szkoda??

sobota, 18 sierpnia 2012
Już mnie ciarki przechodzą na myśl o powrocie do roboty

a to jeszcze 1,5 miesiąca. Nie rozumiem, po pierwszej ciąży aż mnie nosiło żeby wrócić do pracy, a teraz...Dyżury, POZ...No już się cieszę na te wszystkie niepotrzebne wizyty, które będą mi się przewijać...Ale też to rozumiem- ja się przy własnych dzieciach mogę mądrzyć, osłucham, wypisze receptę, a osoba bez wykształcenia w tym kierunku się poprostu boi...

Zresztą najlepsze są wizyty pod tytułem- wyjeżdzam na urlop i przyszłam na wszelki wypadek :)Ale i to ma swoje uzasadnienie- zawsze są leki, które należy mieć przy sobie- przeciwbólowe/ przeciwgorączkowe, jakąś smecte, węgiel, loperamid, wode utlenioną, bandaż, plastry. Tyle, że papiery trzeba przy tym uzupełnic...

Mam jeszcze 1,5 mc a już się boje jak ja to wszystko poukladam z 2 dzieci. A niestety finansowo nie mogę sobie pozwolić na labe.. Tzn. z dyżurami musze się wstrzymać może jakieś 2mc, bo w końcu rok mnie nie było i trochę muszę się wdrozyć...

Ach jakoś to będzie...

No i muszę ruszyć ten gabinet dietetyczny...

piątek, 17 sierpnia 2012
Przygotowanie do chrzicn...

Nie mam bladego pojęcia co podac...

wtorek, 07 sierpnia 2012
Wesele mineło juz dawno

a ja nadal nie moge sie pozbierac. Jakos nie mogę odespać tej 5 rano. Było bardzo fajnie. Teraz czas na przygotowywanie chrzcin naszago małego poganina :)

czwartek, 02 sierpnia 2012
Slub mnie czeka

Będę in red... http://wolewygodniej.pl/torun/ld.php/system/ware/view.php?tem=w.php&w=256891&sW=4095&seO=6

Do tego czarne buty lakierki i torebka.

środa, 01 sierpnia 2012
Dowcip- długi, ale fajny :)

„Spotykają się dwie przyjaciółki. Pierwsza z nich mówi:

- Nawet nie wiesz jaki miałam fatalny weekend. W piątek mój Stary wrócił z pracy, ledwo się rozebrał, a już krzyczy, że jest głodny. Nalałam zupy i dałam mu do zjedzenia. Zjadł tak szybko, że chyba nawet nie poczuł jej smaku. Po objedzie zaczął się do mnie dobierać. Jakoś tak nachalnie, jakoś tak nietypowo. Nawet mnie to podnieciło. Jednak pięć minut później było już po wszystkim. A On jak zwykle zasiadł w swoim ulubionym fotelu, gdzie przesiedział resztę weekendu, oglądając telewizję. Jednym słowem miałam weekend do bani.

Na to odzywa się druga z kobiet:

- Rzeczywiście, nie można nazwać tego udanym weekendem. Za to mój weekend był przecudowny. W piątek wyłączyli nam prąd. Trochę mnie to zmartwiło, ponieważ nie mogłam przygotować żadnego obiadu. No wiesz, kuchenka na prąd, piekarnik na prąd, mikrofala itd. Z mieszanymi uczuciami czekałam na powrót męża. Kiedy pojawił się w domu, wytłumaczyłam mu, że niema prądu i nie mogłam przygotować nic ciepłego na obiad. Mąż przyjął to całkiem spokojnie. Zaproponował nawet, abyśmy zjedli coś na mieście. Poszliśmy do wspaniałej restauracji. Kelnerzy tańczyli wokół nas jakbyśmy byli jedynymi klientami, co chwila donosili nowe potrawy, dolewali wina do kieliszków, albo po prostu dopytywali się „czy niczego nam nie potrzeba”. Jedzenie było pyszne, a atmosfera w lokalu czarująca, jednak mój mąż jeszcze nie powiedział ostatniego słowa tego wieczoru.

Po wyjściu z restauracji wziął mnie pod rękę i spoglądając na rozgwieżdżone niebo, wtuleni w siebie, wróciliśmy spacerkiem do domu. W domu nadal nie było prądu. Jednak mojemu mężowi w niczym to nie przeszkadzało. Wyjął wszystkie świece jakie mieliśmy w domu i poustawiał w całym pokoju robiąc romantyczny nastrój. Potem otworzył wino.

Delektując się wspaniałym trunkiem rozmawialiśmy o życiu. Potem położyliśmy się do łóżka i długo przytulaliśmy. Potem uprawialiśmy seks, jakiego jeszcze nigdy nie przeżyłam. A co było najpiękniejsze to to, że kiedy było już po wszystkim on wcale nie poszedł spać, tylko rozmawiał ze mną i wspominał nasze lata młodości. To było naprawdę wspaniałe.

- To naprawdę cudowne. Żałują, że mój Stary nie potrafi być tak romantyczny, jak twój mąż. On nigdy nie stara się abyśmy byli szczęśliwi.

Tymczasem w zupełnie innym miejscu, na siłowni, spotkają się mężowie wspomnianych wcześniej kobiet. Pierwszy z nich mówi:

- Nawet nie wiesz jaki cudowny weekend miałem. Przychodzę w piątek do domu, a żoneczka już stawia mi na stole moją ulubioną pomidorówkę. Taka była dobra, że jeszcze dokładkę wtrząchnąłem. Ta zupa tak mnie rozgrzała, że wnet poczułem chętkę na swoją żoneczkę. Zrobiliśmy więc szybki numerek, a potem siadłem w swoim fotelu i włączyłem plazmę. A potem to już tylko Eurosport, i HBO. Po prostu, „żyć nie umierać”.

- Ty farciarzu. Nawet mi nie mów na temat weekendu. Jak pomyślę co ja przeżyłem w ten weekend to aż mnie skręca z nerwów.

W piątek wróciłem zmęczony do domu, a żona już w drzwiach mnie wita „wesołą nowiną” – niema prądu. A tu w kuchni wszystko na prąd – kuchenka, lodówka, wszystko. Wkurzyłem się, no ale nie było wyjścia, więc zaproponowałem, że zjemy coś na mieście. Poszliśmy do jakiejś speluny. Żarcie zimne i wstrętne, ledwo przełknąłem, a drogo tak, że nawet mnie już na taksówkę po wszystkim nie było stać. Drałowaliśmy więc do domu dwa kilosy na piechotę. A jeszcze na dodatek było tak zimno, że przemarzłem do kości. Gdy wróciliśmy do domu, okazało się, że prądu nadal nie włączyli, a przecież ogrzewanie też mamy na prąd, bo jakże by inaczej. Ja przemarznięty, w domu zimno. Wpadłem na świetny pomysł. Wygrzebałem wszystkie świeczki jakie mieliśmy w domu, zapaliłem i porozstawiałem po całym pokoju. Myślałem, że zrobi się trochę cieplej, ale gdzie tam. Gadaliśmy o duperelach, a w domu jak było zimno, tak było. W końcu wymyśliłem, że powinniśmy położyć się do łóżka. Byłem jednak, tak zmarznięty, że nawet pod kołdrą i przytulony do żony nie mogłem się rozgrzać. Rozgrzałem się dopiero, gdy zdecydowaliśmy się na seks. Jednak w trakcie, tak się rozbudziłem, że potem za nic na świecie nie mogłem zasnąć. Leżeliśmy więc przez bite dwie godziny i gadaliśmy o „dupie Maryny”. Zasnąłem tuż nad ranem, a potem cały weekend chodziłem wściekły i nie wyspany.”



poniedziałek, 30 lipca 2012
Upiekłam bułeczki
Bułki Wrocławskie (12-14 szt.)
-240ml mleka
-2 łyżeczki cukru płaskie
-1 łyżeczka soli
-1 jajko
-20g masła
-500g mąki pszennej
-12 g drożdzy

Wszystko wrzuciłam do urządzenia do wypieku chleba, włączyłam pierwszy lepszy program do wypieku bułek (nie do chleba bo musiałabym pilnować , żeby nie zaczął piec). Dałam maszynie 40min, uturlałam bułeczki i do piekarnika- najpierw chwila na 50 stopni zeby podrosły pozniej 15 min w 200stopniach.
Boski smak, robie drugie okrążenie- TJ ma jutro dyzur, przyda mu sie :)
A oto one :) Polecam

bułki pszenne wrocławskie przepis
 
bułki pszenne wrocławskie przepis



niedziela, 29 lipca 2012
Bieszczady- zdjęcia z kolejki :)

bieszczady kolejkabieszczady kolejkastrumyk bieszczadywidoki z kolejki bieszczadzkiej

No i TJ zakończył urlop w pięknym stylu- niedzielnym dyżurem :)

Ja bawiłam się rano drewnianą kolejką, później pojechałam do teściów i przegnałam mojego smerfa przez plac zabaw. Był łaskaw zasnąć o 18, więc musiałam go tam zostawić. Wdrapywanie się na 3 piętro w kamienicy z 2 dzieci na rękach leży poza moim zasięgiem :) Teraz mam święto- nie musze wstawac o 6 rano :) Nie rozumiem, czemu ten mój syn zrywa się tak wcześniej... W efekcie od ponad 3 mc wstaje o 5 rano- najpierw mała ma karmienie, a zanim zdąże wrócić do łóżeczka to Staś już wstaje :)

sobota, 28 lipca 2012
Lato i odwieczny problem- gdzie na wakacje

Może opowiem swoje doświadczenia. Wakacje numer jeden ze Stasiem (miesięcy 4)- pojechalismy do rodziny na kaszubach. Jakoś z takim małym dzieckiem najwygodniej było jezdzic do rodziny. Teraz z małą Basią (miesięcy 3) tez pojechaliśmy do rodziny- Bieszczady.

Nasze wakacje z większym dzieckiem- Staś 1 rok i 4 mc- wakacje na Mazurach...Jedyne 617km, nie pamiętam ile tam jechaliśmy, wiem że w nocy. Do kruklanek dotarliśmy gdzieś około godziny 8:00. http://jarzebinka.eu/oferta_jarzebinka.htm to nasze miejsce pobytu. Nawet nasze autko i cześciowo my jesteśmy na zdjęciu :) Bosko było. Domki nie są full exclusive, ale mnie to akurat nie przeszkadza. Jeziorko po przejsciu niezlego pochyłu terenu więc młody mi sam nie uciekał :) a jednocześnie jak na wyciągnięcie ręki. Mazur na urlop to chyba reklamować nie muszę. Jeździliśmy autkiem i rowerem po okolicy. TJ łowił rybki i przyżadzał je na grilu (nie wszystkie domki mają kuchenkę). 

Urlop numer 3- 2 tygodnie pod koszalinem, agroturystyka Jaś w Rekowie :) Kilkadziesiąt kilometrów od Mielna. Staś pił mleczko gadając z kozami za oknem...dosłownie, nie w przenośni. Mieszkanie w starej stajni zaadoptowanej na pokoje. 3 pokoje na 1 łazienkę. Też nie dla panieniek och-ech. Ciepła woda tylko jak gospodarz wieczorem napali, ale wam powiem, że tak serdecznych ludzi to jeszcze nie spotkałam. No i nie można tam pojechać bez wyżywienia...to by była zbrodnia, żeby mając pod nosem takie jedzonko łazić do jakiś knajp. Wszystko własne. Moje dziecko piło mleko rano wydojone (i krowie i kozie). Powiem wam, że nie miałam świadomości jaka przepaść dzieli je od tego ze sklepu (sama nie pijam wiec nie wiem jaka była różnica smakowa), ale myłam butle po nim...no nie szło tego tłuszczu domyc :) I to jest mleko.

W tym samym roku byliśmy w warnowie koło Wisełki. Okolica fajna, ale nigdy do tych gospodarzy...normalnie włazili mi do łazienki i komentowali, że brudno...Kurde na wakacje przyjechałam... A chodziło o pieluchy w worku... Wyjechałam przed czasem. Zresztą ludzie, których tam poznaliśmy tez tak zrobili. Z tą kobieta się nie dało wytrzymac- wyobraźcie sobie- wasze dziecko wcale nie brudnymi butami przebiega przez kuchnie, którą udostępniają, a ta od razu za nim na mopie...Ach...

W tym roku z racji na wiek Basieńki pojechaliśmy do rodziny w Bieszczadach, ale i tak zwiedzaliśmy okolice. Basia zaliczyła już Bieszczadzką kolejkę, Duklę, Soline, wieże widokową na Słowacji.

Ach... w okolicy Międzyzdrojów polecam plaże w Unieściu :)

poniedziałek, 16 kwietnia 2012
no i klamka zapadła

Cięcie w piątek. No i się zestresowałam...

niedziela, 15 kwietnia 2012
powoli zbliżam sie do konca

jezeli nie zaczne rodzic wcześniej to będę miała cc za 5 dni. Już od 1,5 tyg. mam skurcze. Zaczynają się wieczorem i tak do 2-3 w nocy. Są czasami tak silne, że się zwijam..W ciągu dnia ból jak przy miesiączce.

Już zaczełam wypróbowywać metody przyśpieszania porodu. Nawet pomysł z użyciem laktatora za mną chodził, ale sie nie odważyłam. Nabawiłam się tylko bardzo bolesnych skurczy.

Znowu będzie walka z kilogramami. Ale tym się będę martwić jak sie pozbieram po porodzie.

środa, 14 grudnia 2011
ciąża nr 2

:)

Nigdy nie pomyslałam, że moge ją znosic tak zle.... Poporzednia była całkiem spoko. A teraz zwolnienie, w domu nie mam na nic siły. T o mnie poprostu psychicznie wykańcza.

Siedze całymi dniami w domu, w zasadzie nic nie robie, mam wyrzuty sumienia GIGANTY...

wtorek, 08 listopada 2011
niekończaca się historia

czyli sprzątanie mieszkania :)

Łaziłam dziś płół dnia, mam wrażenie wkółko...tak samo jak 3 dni temu i jak zapewne bede chodzić wkółko...

Będę miała gości.

Hmmm, lubię gości :)

piątek, 04 listopada 2011
siedzę sobie w domku....

na zwolnieniu...hmm więc pewnie do dupy ze mnie pracownik...

Powiem wam że czasami to już mam dość sytuacji w których jestem do dupy...

-jestem w ciąży, poszłam na l4

-nie mam siły bawić sie z własnym dzieckiem, a w zasadzie to siły mi opadają jak się w domu pojawiam

-męża nie wspomagam w pisaniu doktoratu (mój też leży i kwiczy) i jeszcze wymagam żeby mi pomagał, no poprostu beznadziejna jestem

-nie mam siły chodzić w niedzielę do kościoła (aż mnie ciarki przechodzą na wspomienia pisków mojego dziecka gdy tam czegoś mu sie nie pozwoli, a akustyka tak cholernie dobra...)

PODSUMOWANIE: jestem do dupy pracownikiem, żoną, matką, chrześcijanką

wtorek, 04 października 2011
dużo się zmieniło

- skończyłam studia podyplomowe :)

- jestem w ciąży :)

No i chodzę to wkurzona, to zdołowana, to pełna zapału. Wielka huśtawka. Teraz najchętniej bym komuś wtukła...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14